wtorek, 18 listopada 2008

List do Babci :*

Ciekawa sprawa jak to powstało i w ogóle jaka jest tego forma. Listów piszę się teraz mało ze względu na długie kolejki na poczcie lub jak kto woli bo jest internet. Ja w tym roku napisałem dwa, ten jest drugi.

Babciu!
Chciałbym Ci powiedzieć, że już trochę minęło jak odeszłaś ale radzimy sobie jakoś. Wiesz najgorsza jest ta pustka w domu, tak cholernie cicho. Nie lubię tu teraz przebywać gdy Cię nie ma, ograniczyłem to do minimum i ucieknę nie długo. Ojciec jest w kiepskiej formie ale jakoś się trzyma. Nie patrz tam na niego złym okiem. Ciocia też sobie radzi. Ale nie o tym chciałem Ci napisać. Nie wiem czy pamiętasz ale zawsze starałem Ci się pomóc i być w trudnych momentach. Wiesz po tym jak odeszłaś pomyślałem sobie, że powinienem być też taki dla innych. I nie chodzi mi tu o zapisanie się do organizacji charytatywnej ale o coś głębszego. Mam taką możliwość, zdążyłaś poznać tą osobę. Wiesz chciałem Ci powiedzieć, że bardzo ją kocham i staram się być jak najlepszy dla mnie. Może sam nie jestem do końca najlepszy ale to nie o to chodzi. Chciałem Ci tu też napisać, że pamiętamy wszyscy o tobie, na zawsze pozostaniesz w naszych sercach. Ciocia mi opowiadała jak załatwiałaś ludziom na Garbarskiej piecyki i inne duperele w tym jakże trudnym okresie. Heh i tak naszła mnie myśl, że może ja mam to po tobie. Cieszę się babciu, że byłaś tyle przy mnie. Siedzę czasem w twoim pokoju i jak trzymam ją za rękę to sobie myślę o tobie. Ona jest małą duszyczką z wielkim sercem. Tak jak ty. Mój Anioł, miej też opiekę nad nią tam na górze, ja zajmę się wszystkim na dole. Wiesz myślę, że napiszę jeszcze do Ciebie, mam już dokładny adres więc będę pisał.

PS. Mam nadzieję, że tam dbają o Ciebie. Jeszcze troszkę i się zobaczymy wszyscy.

Nadawca:
Jakub Kalbarczyk
wnuniu :)

Adresat:
Babcia Halina
Niebo
Łk 13, 14 - 16

poniedziałek, 29 września 2008

Wspomnienie z Grecji...

Eh było minęło... dedykuję go w pełni temu gościowi, mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś spotkamy. Aj Andreas dzięki za wszystko i za tę rozmowę też.

Siedzę kiedyś z Andreasem w 5 gwiazdkowym hotelu, na środku restauracji, w której kolacja kosztuje od 50 euro za osobę, jest godzina 23. Rozmawiamy i słyszę.
- Wiesz chciałbym być bogaty, zwiedziłbym cały świat, miałbym pełno dziwek, i narkotyków pod dostatkiem.
Spojrzałem na niego i zapytałem.
- I twoim zdaniem takie życie jest lepsze od tego, które prowadzisz. Po roku zaliczyłbyś je wszystkie i pewnie zaćpał się na śmierć.
Zrobił minę obrażonego i powiedział.
- A ty, ty byś tak nie chciał, zobacz pracujesz tu jak zwierz za marne grosze, twoi rodzice również, co w twoim życiu jest fajnego.
Spojrzałem na niego, uśmiechnąłem się i znał już odpowiedź.

"Nieważne jak życie się potoczy czy będziesz bogaty czy nie, jeden filozof kiedyś powiedział, żyj tak aby po śmierci, twoim znajomym zrobiło się smutno. Nie wiem czy się zrobi ale jestem człowiekiem, który cieszy się z każdej chwili swojego żywota i nigdy go nie żałuje. I wiem że nawet jak jest źle to może być gorzej. Podnoszę więc wyżej głowę i idę dalej"

A teraz czytelniku jeśli już tu dotarłeś zadam Ci pytanie. Czy tak prosta rozprawa między dwoma ludźmi może mieć na Ciebie wpływ? Jeśli tak to dobrze, jeśli nie to nie zapominaj o tych słowach.

wtorek, 27 maja 2008

Najcięższy temat...

Już miałem wcześniej o tym napisać, ale jakoś nigdy nie było chęci teraz śmierć bliskiej osoby po prostu zmusza mnie do tego abym porozmawiał o tym. To co tu napiszę nie jest łatwe ani do zrozumienia ani do napisania, byłoby lepsze ale nie mam alkoholu przy sobie... Poradzę sobie jednak bez niego. Jednak osobom, którzy to będą czytać polecam lampkę dobrego wina dla schłodzenia myślenia. :) Przepraszam za błędy dopiero za kilka dni jak oczyszczę głowę będę je w stanie wyłapać...

"Próba definicji Śmierci"
Spośród wszystkich tematów, o których chcę tu pisać ten jest najtrudniejszy. Bo śmierć nie jest dla nas niczym wielkim dopóki nas nie zacznie dotyczyć. Niektórzy spotykają się z nią na co dzień, niektórzy nigdy do czasu póki sami nie umrą. Mnie złapała ona w takim zwykłym momencie i przeżyłem ją w głębi siebie. Postaram się opisać tutaj to przeżycie, jest jednak jeszcze jedna sprawa. Mianowicie wiara w Boga. Tutaj powiem, krótko ja wierzę. Kiedyś jednak wrócę do tego tematu obiecuję!
Otóż po tym jak się dowiedziałem, że już koniec nie ma tej osoby. Przez 20 minut słuchałem piosenki Nightwish-a "End of all hope"... Serce odezwało się pierwsze:
- Kuba śmierć jest trudną sprawą bo przychodzi szybko i bezszelestnie i nie każdy pojmuje ją inaczej. My też, widzisz nie umiałeś płakać, po prostu zacząłeś myśleć, inni płaczą, a ty zaciskasz wargi i milczysz. Przecież wiesz dobrze, że śmierć to jest koniec czegoś co było złe, a początek czegoś co na pewno będzie lepsze. Napisałeś też chwilę później do ukochanej osoby. Już Ci było lepiej, nie tłumiłeś tego w sobie. Czy ty boisz się śmierci. Ja nie! I nie rozumiem ludzi, którzy się jej boją, są słabi i najłatwiej ich zniszczyć. Nie powinniśmy się jej bać. Życie na Ziemi jest takie nietrwałe, przemija tak szybko, kończy się jeszcze szybciej...
Potem odezwała się głowa:
- Kurwa nie rozumiem ludzi, nie znoszę tej fałszywej dobroci, tego dzwonienia z kondolencjami, tego użalania się i współczucia. Jakie to jest bezsensowne. I tak zapomną. Jakie to jest bezsensowne. Co do śmierci to Serce my się jej nie boimy. Kuba to wie, przyjmujemy to bardzo racjonalnie. Do zrozumienia śmierci używamy mnie, do zrozumienia miłości Ciebie. I tak jest najsprawiedliwiej. Dla mnie śmierć to po prostu odejście, już nigdy nie usłyszymy tej osoby, już nigdy ona nam nie zrobi zajebistego czerwonego barszczu, już nigdy nie pokaże nam gdzie mamy odkurzyć w jej pokoju, już nigdy nie pójdzie kupić się jej gazet... Te wszystkie wspaniałe rzeczy, które odeszły w raz z tą osobą to tak jakby ktoś odciął wam rękę. Czuję się na prawdę podle ale poradzimy sobie. Na razie nie zaglądajmy tylko do kieliszka to nam nie potrzebne, a w końcu też prowadzi do śmierci. Wiecie co mnie jeszcze denerwuje te ceremonie i cyrki, może to potrzebne jednak nie dla mnie.
To co usłyszałem od Serca i Głowy wywołało u mnie niesamowitą konsternację. Nie doceniałem ich. Teraz czas abym ja dodał swoje 3 grosze:
- Serce i Głowo posłuchajcie mnie uważnie. Śmierć fizyczna to zatrzymanie się wszystkich procesów, które nazywamy życiem. Czyli KONIEC przysłowiowa KROPKA. Heh to wszystko dlatego ja nie umiem rozpaczać rozżalać się. Nawet dziś się śmiałem, całowałem. Nie myślałem o niej dla mnie przyszła i poszła to wszystko. Będę pamiętał o tej osobie, bo jest dla mnie ważna i będzie zawsze.
Tym razem zdecydowaliśmy się, że nie będziemy pisać wspólnej definicji, niech każdy po jej przeczytaniu wyciągnie sobie swoje własne wnioski, wiem, że każdy widzi ją inaczej. Ale trzeba pisać i o takich rzeczach. Proszę nie zamykajcie się w sobie jak ona was dotknie. Powinniście tylko unieść wyżej głowę i mocniej stąpać po Ziemi. Zacznijmy korzystać z jej uroków. Bo na nas też kiedyś przyjdzie czas, i najlepsze jest to, że nie wiemy kiedy...
Serce jeszcze powiedziało coś za co mu dziękuje.
- Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą...

Kocham Cię Babciu :**

czwartek, 22 maja 2008

Powrót w ciekawym stylu.

Kocham teraz mocno, uczę się dużo, czasu nie mam pisać, przepisywać tym bardziej. Ale mam tu coś szczególnego. Pozdrowienia dla pięknej00, że poświęciła trochę czasu aby tu zajrzeć, dziękuje doceniam to :)

Why don't you understand me??

1. Never believe in better live
Never love woman who loves you
Never try to be better than me
Why still ask me about my live?
I'm damned. For now. For ever. For people who are close to me.
I can't help you, you know!
Don't look at me!


Chorus. Why don't you understand me??
Why you couldn't give me up!
I'm damned
Hell is open for my soul
I'm going to go there!
I'm damned...

2. My buddy said to me don't say "Never" anymore
But I can't because I damned for ever.
Nothing in this world belongs to me
I'm alone with my love.
I hate myself.
Why still ask me about my live?
You know, I can't do this.

Ch. Why don't you understand me??
Why you couldn't give me up!
I'm damned
Hell is open for my soul
I'm going to go there!
I'm damned...

3. I lose everything
Why I must live in this world
Heard this people
They never understand me!
Live is brutal, You know
Why still ask me about my live?
Stop do this
Just understand me!
I love You My Angel!

Ch. Why don't you understand me??
Why you couldn't give me up!
I'm damned
Hell is open for my soul
I'm going to go there!
I'm damned...

Za błędy przepraszam angielski nie jest moim ojczystym językiem i dopiero się na niego przerzucam :) Dziękuje wszystkim czytelnikom :)

niedziela, 27 kwietnia 2008

Coś czego nie umiem nazwać

Kolejnym moim jakże ambitnym projektem jest próba zdefiniowania dojrzewania ale tego się nie da w tak zwykły sposób nazwać dlatego zostawiam gwiazdki :)

"Próba definicji *****"

Pośród wielu problemów jakie stawia nam życie. Tym pierwszym głównym jest dojrzewanie to jacy będziemy gdy ono się zakończy rzutuję na całe nasze życie. Według mnie samego każdy przeżywa je inaczej i wpływ na to mają różne bodźce zewnętrzne. Ale to tak bardzo naukowo. Tak po prostu to w czasie dojrzewania chcemy wszystkiego dotknąć i mówię tu o używkach najbardziej popularnych w dzisiejszych czasach ale również liczy się kontakt z osobą płci przeciwnej. Jednym z defektów dojrzewania jest problem iż nie podniecają nas osoby płci przeciwnej ale tej samej, ale to nie jest problem na dziś do rozwiązania.
Podczas rozmowy z moją głową i sercem, usłyszałem znów 2 ciekawe wersje dojrzewania ale nie były to naukowe stwierdzenia o jakich wspomniałem wcześniej były to przemyślenia już dojrzałe bo czuję i wiem, że iż mimo jestem młody u mnie proces ten jest na ukończeniu. Wróćmy zatem do głowy:
- Dojrzałość to stan, w którym oprócz tego, że zmieniamy się fizycznie. Rozwija się nasze myślenie, ja głowa zaczynam widzieć inaczej świat, przestają mnie interesować błahe kolorowanki i postacie z bajek. Myślę i szukam czegoś co jest na moim poziomie. Tutaj już mogła bym mówić wiele i musiałbyś mi te rzeczy odnaleźć. Bo nie zawsze to robisz.
Głowa dobrze wie, że pomagam jej w jej rozwoju intelektualnym więc ten wyrzut na końcu był niezbyt jasny dla mnie. Posłuchajmy teraz serca, bo wtedy gdy rozmowa się toczyła nie było żadnego odzewu, myślałem, że nas opuściło i poszło spać. Jednak po chwili zadumy takie oto słowa wypowiedziało.
- Dojrzałość to zjawisko kiedy i ja rosnę ale nie fizycznie ale tak duchowo zastanawiałem się jak to nazwać i widzisz, Kuba dzięki tobie ono doznaje takich emocji jak zakochanie, porażka, szczęście, możliwość bycia z innym sercem bardzo blisko. Do tego trzeba też powiedzieć, że w czasie dojrzewania pierwszy raz kochasz! I to już wszystko zmienia na wspaniałe.
Tym razem obydwie definicje były piękne i bardzo mi się spodobały. Ale miałem też swoją.
Bo według mnie:
- Dojrzałość to stan w którym uczymy się wszystkiego na nowo, znów jak małe dzieci stawiamy pierwsze kroczki w wielkim świecie i potykamy się by wstać i iść jeszcze lepiej...
Zostawiłem wielokropek by po chwili zadumy mojej głowy i serca wiedzieć, że one dopowiadają sobie swoje definicje. Potem znów zdecydowaliśmy iż podejmiemy wspólną rozmowę i napiszemy własną definicję. Tak oto powstało coś co nazwaliśmy Dojrzewanie - proces stania się mężczyzną
Niezbyt estetycznie i składniowo ale cóż niech już będzie. Oto nasza definicja:
- Dojrzewanie to według wielu badań i faktów to proces w którym rozwijamy się fizycznie i psychicznie ale to jest błahe. Dojrzewamy ucząc się, codziennie wchodząc w nowe bagno by z nich wyjść wygranym, nie zawsze jesteśmy czyści. Uczymy się kochać, przegrywać, wygrywać obdarzać innych miłością, uczymy się co to jest śmierć, życie, pieniądze, ludzie, przyjaciele... Tak więc dojrzewanie to ciągła nauka.
Tu zostawiamy wielokropek by każdy mógł sobie dodać czego się jeszcze uczy. Wszystko te efekty dojrzewania są piękne i mimo iż dużo osób narzeka. Ja wiem, że fajnie było dojrzewać, cieszę się, że jeszcze mogę to robić. Ale czekam z niecierpliwością co się stanie jak dokończy się ten proces jaki będę. Jest jeszcze jedno dojrzewanie wtedy gdy musimy być starzy. Tego dojrzewania nie znam i się boję.
- Serce powiedziało: Kuba do starości jeszcze daleko myśl co będziesz robił jutro.
- Odpowiedziałem: Jutro znów będę sobą i będę kochał bo mam kogo!


Znów napiszę jak to powstało. W nocy się obudziłem bo czasem tak mam, że jak śni mi się coś złego to się budzę coś porobię i znów zasypiam wtedy już o tamtym śnie nie pamiętam. I tu było podobnie wstałem i zacząłem sobie myśleć i rozmawiać ze sobą. I doszedłem do wniosku, że przede mną jeszcze 2 etapy dojrzewania. Jeden już trwa i oby trwał jak najdłużej, drugi zacznie się w wakacje wtajemniczeni wiedzą o co chodzi, niewtajemniczonych na razie pozostawię niewtajemniczonych. Jakub Kalbarczyk godz. 3.49

środa, 23 kwietnia 2008

Kiedy inne projekty są nieskończone.....

Z tego co informowałem wcześniej umieszczę tutaj kilka projektów. Niestety w związku z tym iż zbliża się koniec szkoły i w ogóle moje życie zaczyna wyglądać inaczej nie mogłem ich ukończyć. Na pocieszenie wrzucam takie coś.

"Próba zdefiniowania Miłości"
Spośród wszystkich poznanych mi środków uszczęśliwiających człowieka ten, który przypadł mi do gustu to miłość. Ta od kilku tygodni rodziła się w moim sercu by wybuchnąć. Ponieważ sytuacja była niezbyt wygodna, głowa miarkowała moje serce, a ja powtarzałem sobie, że razem tworzymy coś co się nazywa "team". Lecz "team" zaczął się sypać. Każdy chciał coś dla siebie, mieć jakiś zysk, satysfakcję. W bólach urodziła się rozmowa, zaczęło się od serca, głowa wszystko zredagowała, a ja napisałem. Rozmawiając z głową to mi powiedziała:
- Miłość to zjawisko, które sprawia, że przestajesz racjonalnie myśleć, to narkotyk, który wciąga bardziej niż inne dostępne używki, detoks jest bardziej bolesny i zawsze do niej wracasz.
Serce chcą zaprotestować podało mi swoją definicję:
- Miłość to stan w którym kiedy spojrzysz na jakąś osobę to widzisz w niej boga. Nie obchodzą cię jej wady ani zalety. Liczy się ta osoba. Wtedy ja odgrywam najważniejszą rolę jestem skarbnicą uczuć i wszystkiego co łączy dwie osoby.
Ja żeby nie być tym co nie ma nic do powiedzenia zaprezentowałem mojej głowie i sercu swoją definicję słowa miłość:
- Miłości nie da się zdefiniować miłością trzeba obdarzać.
Zdecydowaliśmy wspólnie że spośród trzech naszych wersji "miłości" stworzymy jedną i obdarzymy nią pewną osobę. Wiedzieliśmy, że nie możemy zwlekać, że każda chwila jest stracona i taka szansa już się nie powtórzy. Zabraliśmy się więc do pracy nie zważając na nic i na nikogo. Efektem tego była decyzja o powiedzeniu wszystkiego, głowa miała zająć się redagowaniem tekstu, który miałem powiedzieć, jak zwykle zawiodła mnie ale wybaczam, serce stanęło tu na wysokości zdania.
I chociaż nie wiem czy kiedyś dane będzie mi usłyszeć od niej to samo wiem jedno, miłość to stan w którym budzi się we mnie dziecko, emocje związane z kimś kim jestem w głębi. Budzę się Ja z ogromnego snu. Priorytety, które mam wyznaczone w życiu dzięki miłości przybierają nowych kolorów. Miłość motywuje mnie bez niej zamierałbym i szukał. Teraz wiem, że to ona znalazła mnie. Wiem, że kiedy ją stracę i kiedy kac minie wróci szara jebana rzeczywistość! I nie boję się niczego oprócz tego, że będę znów musiał na nią czekać, że znów ona będzie jak narkotyk. Nie wiem czy chcę tego. Wiem co mam teraz robić Kochać całą duszą i całym sercem! Bo jak już zauważyła głowa. Po zażywaniu narkotyków trzeba iść na detoks. A nigdy nie wiadomo jak szybko trzeba będzie się na niego wybrać. Wiem też jeszcze jedną rzecz mogę polegać na mojej głowie i sercu. One są już lepsze wiedzą czego chcę! Wiedzą, że wygram choćbym miał codziennie wnosić na górę głaz jak Syzyf. I na koniec serce powiedziało:
- Kuba my wiemy, że ty masz nas ale pamiętaj nie dopuść byśmy byli kiedykolwiek sami. Samotność to taka straszna trwoga.

Powstało to podczas nauki jęz. niemieckiego. Gdy po raz dziesiąty przeczytałem jak zażywać krople do nosa po Niemiecku. I gdy nadal tego nie pamiętałem. Gdy w uchu śpiewał mi Rysiu Riedel. Gdy myślałem o niej. I gdy mam nadzieję Ona myślała o mnie. Napisałem go żeby bardziej zrozumieć co czuję. A czuję teraz całym sobą. Jakub Kalbarczyk!

piątek, 28 marca 2008

...niby taki tytuł bloga ma a głupim ja, że oj szkoda gadać...

Zgodnie z obietnicą dziś premiera Bajki o Wilku szalona opowieść powiem szczerze że bajki Krasickiego mi tu wskazały cel... już mam ją pół roku napisaną ale dziś premiera zapraszam i nie mogę się doczekać kolejnych premier.

"Bajka o przebiegle głodnym Wilku"

Tak też czasem bywa w biedzie, że nikomu się nie wiedzie.
Wiedział to wilk zły, od dni kilku nad tym siedział.
Wpadł na pomysł taki.
Za owieczkę piękną przebiorę się, co by mnie jaki baranek potulny napotkał.
Jak mówił tak zrobił i humor mu się poprawił!
Jednak wilczysko szczęścia nie miało, zamiast barana, niedźwiedzia mu się dostało.
Z tego morał taki:
Nie kombinuj wilku stary bo ci to nie w smaki.

To było by na tyle pracuje nad dalszymi projektami chyba mówi bajka wszystko sama za siebie :)




niedziela, 23 marca 2008

Znów wracam!

Minęło kilka miesięcy po tym jak ostatni raz pisałem na tym blogu. W moim życiu raczej bez zmian bujam się na pochylni między dobrem, a złem, między miłością, a samotnością. Ale radzę sobie jestem twardy. Mój kraj hmm jest nadal taki jak kilka miesięcy temu, moja partia nie rządzi, a ci na razie nic nie robią więc nie ma na co narzekać zresztą po co i tak nie warto. Szybkimi krokami zbliżają się wakacje...

Ja pracuję nad projektami Jacker, piosenka "Kilka niedokończonych zdań" i na wesoło "Ballada o Bobie Budowniczym".

Poznałem nowych ludzi i przyznam szczerze, że są oni dla mnie inspiracją i motywacją i tu podziękowania dla Oli, znów mam mówiąc potocznie wene by coś napisać. Co z tego wyjdzie zobaczymy za kilka tygodni

Wesołych Świąt i Mokrego Dyngusa przesyłam wam czytelnikom chociaż nie wiem czy ktoś jeszcze czyta blog Kalbary :)