Już miałem wcześniej o tym napisać, ale jakoś nigdy nie było chęci teraz śmierć bliskiej osoby po prostu zmusza mnie do tego abym porozmawiał o tym. To co tu napiszę nie jest łatwe ani do zrozumienia ani do napisania, byłoby lepsze ale nie mam alkoholu przy sobie... Poradzę sobie jednak bez niego. Jednak osobom, którzy to będą czytać polecam lampkę dobrego wina dla schłodzenia myślenia. :) Przepraszam za błędy dopiero za kilka dni jak oczyszczę głowę będę je w stanie wyłapać...
"Próba definicji Śmierci"
Spośród wszystkich tematów, o których chcę tu pisać ten jest najtrudniejszy. Bo śmierć nie jest dla nas niczym wielkim dopóki nas nie zacznie dotyczyć. Niektórzy spotykają się z nią na co dzień, niektórzy nigdy do czasu póki sami nie umrą. Mnie złapała ona w takim zwykłym momencie i przeżyłem ją w głębi siebie. Postaram się opisać tutaj to przeżycie, jest jednak jeszcze jedna sprawa. Mianowicie wiara w Boga. Tutaj powiem, krótko ja wierzę. Kiedyś jednak wrócę do tego tematu obiecuję!
Otóż po tym jak się dowiedziałem, że już koniec nie ma tej osoby. Przez 20 minut słuchałem piosenki Nightwish-a "End of all hope"... Serce odezwało się pierwsze:
- Kuba śmierć jest trudną sprawą bo przychodzi szybko i bezszelestnie i nie każdy pojmuje ją inaczej. My też, widzisz nie umiałeś płakać, po prostu zacząłeś myśleć, inni płaczą, a ty zaciskasz wargi i milczysz. Przecież wiesz dobrze, że śmierć to jest koniec czegoś co było złe, a początek czegoś co na pewno będzie lepsze. Napisałeś też chwilę później do ukochanej osoby. Już Ci było lepiej, nie tłumiłeś tego w sobie. Czy ty boisz się śmierci. Ja nie! I nie rozumiem ludzi, którzy się jej boją, są słabi i najłatwiej ich zniszczyć. Nie powinniśmy się jej bać. Życie na Ziemi jest takie nietrwałe, przemija tak szybko, kończy się jeszcze szybciej...
Potem odezwała się głowa:
- Kurwa nie rozumiem ludzi, nie znoszę tej fałszywej dobroci, tego dzwonienia z kondolencjami, tego użalania się i współczucia. Jakie to jest bezsensowne. I tak zapomną. Jakie to jest bezsensowne. Co do śmierci to Serce my się jej nie boimy. Kuba to wie, przyjmujemy to bardzo racjonalnie. Do zrozumienia śmierci używamy mnie, do zrozumienia miłości Ciebie. I tak jest najsprawiedliwiej. Dla mnie śmierć to po prostu odejście, już nigdy nie usłyszymy tej osoby, już nigdy ona nam nie zrobi zajebistego czerwonego barszczu, już nigdy nie pokaże nam gdzie mamy odkurzyć w jej pokoju, już nigdy nie pójdzie kupić się jej gazet... Te wszystkie wspaniałe rzeczy, które odeszły w raz z tą osobą to tak jakby ktoś odciął wam rękę. Czuję się na prawdę podle ale poradzimy sobie. Na razie nie zaglądajmy tylko do kieliszka to nam nie potrzebne, a w końcu też prowadzi do śmierci. Wiecie co mnie jeszcze denerwuje te ceremonie i cyrki, może to potrzebne jednak nie dla mnie.
To co usłyszałem od Serca i Głowy wywołało u mnie niesamowitą konsternację. Nie doceniałem ich. Teraz czas abym ja dodał swoje 3 grosze:
- Serce i Głowo posłuchajcie mnie uważnie. Śmierć fizyczna to zatrzymanie się wszystkich procesów, które nazywamy życiem. Czyli KONIEC przysłowiowa KROPKA. Heh to wszystko dlatego ja nie umiem rozpaczać rozżalać się. Nawet dziś się śmiałem, całowałem. Nie myślałem o niej dla mnie przyszła i poszła to wszystko. Będę pamiętał o tej osobie, bo jest dla mnie ważna i będzie zawsze.
Tym razem zdecydowaliśmy się, że nie będziemy pisać wspólnej definicji, niech każdy po jej przeczytaniu wyciągnie sobie swoje własne wnioski, wiem, że każdy widzi ją inaczej. Ale trzeba pisać i o takich rzeczach. Proszę nie zamykajcie się w sobie jak ona was dotknie. Powinniście tylko unieść wyżej głowę i mocniej stąpać po Ziemi. Zacznijmy korzystać z jej uroków. Bo na nas też kiedyś przyjdzie czas, i najlepsze jest to, że nie wiemy kiedy...
Serce jeszcze powiedziało coś za co mu dziękuje.
- Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą...
Kocham Cię Babciu :**
3 komentarze:
Kubuś dzięki...Poruszyłeś strasznie trudny temat.Mimo wykonywanego przez siebie zawodu nie umiem się ze śmiercią ani pogodzić,ani "oswoić".Ale wiem jedno...Prawdą jest ,że trzeba kochać ludzi ,bo odchodzą za szybko.I jeszcze jedno co zauważyłam...To ci ktorzy pozostają nie pozwalają odejść tym ,których kochają tam ,gdzie byc może będzie im lepiej.Za wszelką cenę...Bylebyśmy to my ,pozostajacy na ziemskim padole cierpieli mniej...Mnie śmierć nauczyła nie tylko tego by kochac,bo może nie będzie mi dana druga szansa,ale i tego by cieszyć się nawet z drobnych radości,by poznawac ludzi ,uczyc się czego się da i cieszyć się zyciem,nawet wtedy kiedy kiedy los nie zsyła nic dobrego.Pewnie po przeczytaniu ze 3 razy tego tekstu napisałabym to trochę inaczej,ale uwazam ,że pierwsze wrażenie,emocje ,które temu towarzyszą są najprawdziwsze.Jeszcze raz dzieki ...
Opóźniony koment, ale ja też jestem opóźniony w rozwoju.. więc jest okej :) Temat trudny, ale wywiązałeś się naprawdę świetnie z tego. Oj tak.. zbyt wiele jest tu z tego, co mnie chodzi po głowie, zbyt wiele. Ale cóż się dziwić... Night - End of All hope nie pozwala na wesołe myśli. Wiem, ze nic nie napiszesz, ale za sam ten tekst, będę miał dla ciebie szacunek (nie wiem, na jak długo, kiepski jestem w uczuciach...). Trzymaj sie i powodzenia w życiu i na maturze. A najlepiej we wszystkim, czy się da czy nie.
ps piekna00? chyba domyslam się, kto :)
Też coś takiego przeżyłam całkiem nie dawno. Może bardzo nie byłam zżyta z babcia, ale jednak babcia, do której jeździłam po słoneczniki i zbierałam fasolę. Miłe wspomnienia mimo wszystko. ;)
Prześlij komentarz